Nazywam się Roksana Strzyżyńska.
1 sierpnia 1976 roku, jakoś pod wieczór, powiedziałam światu: Jestem! Podobno padał wtedy deszcz, a burza z piorunami rozpruwała niebo.

Swoją edukację rozpoczęłam w Szkole Podstawowej im. Marii Konopnickiej w Wągrowcu. Zupełnie nieświadoma wówczas buntowniczej natury naszej wieszczki i patronki mojej szkoły oraz tego, że kiedyś, właśnie z powodu jej przekonań i orientacji, będzie tak bliska memu sercu i będę jej nazwisko wymieniać zaraz obok Marii Dąbrowskiej, Marii Rodziewiczówny, Tove Jansson i Virginii Woolf, dumnie śpiewałam w chórku szkolnym „Prząśniczki” i ukradkiem pisałam wiersze o miłości oraz o śmierci.
Z racji tego, że byłam bardzo dobrą uczennicą, przyjęto mnie do I Liceum Ogólnokształcącego im. Powstańców Wielkopolskich w Wągrowcu. Wkrótce potem czar prysł i odechciało mi się nauki. Uczyłam się tylko tego, co lubiłam, a całą resztę omijałam szerokim łukiem, regularnie uczęszczając na tak zwane wagary.
W latach 90., będąc jeszcze licealistką, grałam w Teatrze Co? przy Ognisku Pracy Pozaszkolnej w Wągrowcu pod opieką cudownego i nieocenionego Karola Krusia. Bardzo za nim tęsknię… I żałuję wielu nieodbytych rozmów, bo rozmówcą Karol był nietuzinkowym.
Od zawsze uwielbiałam filologię wszelką. Pierwsza miłość to oczywiście język polski, którego złożoność i barwność zachwyca mnie każdego dnia. Potem przyszedł czas na języki obce i tak rozkochałam się w języku angielskim, a potem w hiszpańskim. Ukończyłam filologię hiszpańską na WSJO w Poznaniu.
Od ponad dwudziestu lat prowadzę tajne komplety, nauczając języków obcych. Z tego żyję i to kocham.
Kiedyś miałam inny zawód i pracowałam w bezdusznych miejscach, ale wypieram to skutecznie z pamięci.
Moje największe pasje to literatura i podróżowanie. Mogłabym wyruszyć w świat z bagażnikiem pełnym książek, gdybym tylko miała wystarczająco dużo pieniędzy.
Jestem duszą na wskroś artystyczną. Od zawsze tworzyłam „do szuflady”. Pisałam pamiętniki, wiersze i opowiadania. Maluję amatorsko i tworzę różnego rodzaju rękodzieło.

W tym miejscu należałoby wspomnieć o moich inspiracjach literackich lub tak zwanych ulubionych pisarkach i pisarzach… Ale ja bardzo nie lubię określenia „idol”, „guru”, „mentor”, „autorytet”. Nie napiszę więc, kto jest moim idolem. Wolę w takich momentach mówić, że SKŁADAM SIĘ z kogoś lub czegoś, bo przecież tak właśnie jest. Jesteśmy zbiorem wpływów, wspomnień, rozmów, chwil, spojrzeń i tęsknot.
Składam się z:
֍ Osieckiej, Przybory, Poświatowskiej, Wojaczka, Myśliwskiego, Stachury, Llosy, Marqueza, Tokarczuk, Stasiuka i wielu, wielu innych.
֍ Składam się z dźwięków, które plotły się i snuły przez całe moje życie. Ich maleńka namiastka znalazła się w Onirogenie. Jest we mnie tyle muzyki, że nie sposób tutaj wymienić kogokolwiek.
֍ Składam się ze wspomnień o bracie, którego już nigdy nie przytulę.
֍ Składam się ze smutków dziecka, które szybko stało się dorosłe i które mimo wszystko tęskni za ojcem…
֍ Składam się z miłości, które niszczyły, wywlekały, rozdzierały, deptały, i z tych, które swą prostotą przynosiły ukojenie.
֍ Składam się z przyjaciół, którzy po prostu są i nie wstydzą się mówić, że kochają.
֍ Składam się z cudownych i silnych kobiet, które inspirują mnie każdego dnia. Nie tylko te znane, ale przede wszystkim, te które spotykam, z którymi rozmawiam, które są blisko.
֍ Składam się ze wspomnień, które raz ulatują, a raz powracają, nagle, czasami niechciane, a czasami wytęsknione.
֍ Składam się z wszystkich przytulanych drzew, jestem drzewem, śnię wśród drzew.
֍ Składam się ze snów. Och, jak ja bardzo składam się ze snów…
֍ Składam się z babci stojącej wiecznie w kuchni i tej drugiej, rozmodlonej.
֍ Składam się z wakacji w Sulechowie.
֍ Składam się z matki zatopionej we łzach, pachnącej rozmazanym tuszem do rzęs.
֍ Składam się z postanowień, że nie będę jak one…
֍ Składam się z obietnicy, że pomimo braku dzieci, nie pozwolę, by o moich przodkiniach zapomniano… I dlatego piszę.
֍ Składam się z wierszy, setek wierszy…
A ja żyję, a ja piję
A ja gadam, opowiadam
A ja płonę na pogodę
Ja się stroję w liście młode
A ja żyję, a ja lubię
Ja się kocham, ja się czubię
Ja z miłości we łzach tonę
Albo krzyczę, co mi po niej
Nie znam swego jutra
A nie jestem smutna
Nie znam swego pana
A nie jestem sama
Za to słyszę, jak cicho łazi biały kot
Za to umiem o szóstej rano wejść na płot
Za to miałam zapachy wszystkich w świecie róż
Za to znałam ogromnej drogi biały kurz
Za to byłam na końcu świata, raz czy dwa
Za to śniłam w kolorach takich, że aż ha
Za to wiem, jak opuścić w porę każdy port
Za to w piekle dostanę lożę prima sort….
Agnieszka Osiecka
